Przejdź do treści

„Cukierek albo psikus!” czyli Halloween przez cały rok.

Jak przestać być „potworem z BHP” i zacząć budować bezpieczeństwo na zaufaniu.

Zbliża się Halloween, ale pomyśl przez chwilę…
Czy w Twojej firmie ten „festiwal strachu” nie trwa przypadkiem przez cały rok?

Czy znasz to uczucie?

Ten moment, gdy jako BHP-owiec lub Manager wchodzisz na halę produkcyjną, a gwar rozmów nagle cichnie?

Gdy operator, który przed sekundą swobodnie opierał się o maszynę, nagle „prostuje się” przy pulpicie, nerwowo poprawiając okulary, których normalnie nie nosi?

Kierownik zmiany nerwowo szuka wzrokiem segregatora z dokumentacją, jakby to była tarcza magicznie chroniąca przed złem.

Znasz to? Jeśli tak, to witaj w klubie. W klubie firm, w których Służba BHP to niekończące się Halloween.

Chory teatr, w który gramy codziennie

To jest chory teatr. Straszny rytuał, w którym BHP-owiec odgrywa rolę potwora z szafy, managerowie są spanikowanymi rodzicami próbującymi ukryć bałagan, a pracownicy to dzieci, które w pośpiechu chowają swoje „grzeszki”.

Tymi grzeszkami są ich codzienne nawyki, prowizoryczne „usprawnienia”, skróty myślowe i ryzykowne zachowania. Chowają je, byle tylko nie dostać „psikusa”.

Psikusa w formie kary, upomnienia, albo – co gorsza – publicznego zganienia przy kolegach.

Jaki jest rezultat tej gry?

Fikcja.

Wszyscy grają w grę w „idealne bezpieczeństwo”. Grę, która trwa dokładnie do momentu, gdy odwrócisz się na pięcie. Gra, która kończy się brutalnie przy pierwszym poważnym wypadku.

To nie ich wina. To Twoja wina.

I wiesz co? Muszę Ci coś wyznać. Słuchając setek rozmów i patrząc na tysiące rąk przy pracy, zrozumiałem jedną rzecz.

To nie jest wina tych ludzi.

To nie wina operatora, że zdjął osłonę. To nie wina kierownika, że chowa papiery. To wina systemu, który sami stworzyliśmy. A najczęściej – wina samego BHP-owca, który zapomniał o jednej, kluczowej rzeczy.

Zapomniał, że jest człowiekiem, a nie chodzącym paragrafem.

Ktoś powie: “…Artur, mylisz się! Ludzie są leniwi, trzeba ich kontrolować! Taka nasza rola!”.

Owszem, mylę się setki razy, bo pracuję z ludźmi, a nie z robotami. Ale w tej jednej kwestii mam 100% racji. Stara szkoła BHP, szkoła „policjanta”, po prostu nie działa.

Portret „Pana Paragrafa”

Znam ten typ doskonale. Nazwijmy go „Pan Paragraf”.

Pan Paragraf wchodzi na produkcję z listą kontrolną jak z aktem oskarżenia. Jego celem nie jest zrozumieć, jego celem jest znaleźć.

Znaleźć winnego. Wytknąć błąd. Zacytować podstawę prawną z rozporządzenia, którego nikt nie rozumie. Odhaczyć pole. Koniec wizyty.

Pan Paragraf NIGDY nie zatrzymał się przy operatorze, który od 10 lat pracuje na tej samej maszynie i nie zapytał:

„Panie Marku, co pana tak naprawdę wkurza w tym procesie? Co moglibyśmy zrobić, żeby pracowało się panu łatwiej, a nie tylko bezpieczniej?”

On NIGDY nie próbował zrozumieć, dlaczego ta nieszczęsna osłona jest wiecznie zdjęta. Może dlatego, że kompletnie blokuje widoczność detalu? Może pracownik czuje się bardziej zagrożony, gdy jej używa, bo nie kontroluje procesu? Może procedura jest tak głupio napisana, że zmusza go do akrobatyki?

Pan Paragraf tego nie wie. On nie buduje mostów. On buduje mury. Mur strachu.

Strach nie chroni. Strach generuje fikcję.

A teraz zapamiętaj jedną z najważniejszych zasad, jakie Ci przekażę:

Strach nie buduje bezpieczeństwa. Strach buduje fikcję.

Fikcję w dokumentach. Fikcję w zachowaniach. Fikcję, która pięknie wygląda na papierze, ale rozsypuje się jak domek z kart przy pierwszym podmuchu rzeczywistości. Tej fikcji bronimy tylko podczas audytów i wizyt prezesa. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, w którego firmie nigdy tak nie było.

Prawdziwe bezpieczeństwo nie rodzi się z paragrafów, kar i list kontrolnych.

Prawdziwe bezpieczeństwo rodzi się z zaufania. Z empatii. Ze zrozumienia ludzkich motywacji, frustracji i aspiracji.

Rodzi się z relacji. Zwykłej, ludzkiej relacji, w której pracownik nie widzi w Tobie policjanta, ale partnera. Mentora. Gościa, do którego sam przyjdzie i powie:

„Słuchaj, ta osłona mnie wkurza, wymyślmy coś, bo prędzej czy później ktoś sobie tu zrobi krzywdę”.

To jest ten poziom. To jest ten cel.

Dlatego jestem cholernie dumny, że idąc dziś ulicą, mogę uścisnąć dłoń i zamienić parę słów jak z dobrym kumplem z 90% ludzi, z którymi kiedykolwiek pracowałem. Nawet z tymi, którym kiedyś musiałem bardzo stanowczo „zwrócić uwagę”. Zrozumieli, że nie robiłem tego przeciwko nim, ale dla nich.

Zakończ to Halloween

Więc masz wybór.

Możesz dalej być Panem Paragrafem i bawić się w „cukierek albo psikus” przy każdej wizytacji.

Albo możesz zdjąć maskę potwora, zacząć rozmawiać z ludźmi i zamienić strach na realną współpracę, która ratuje życie i zdrowie.

Wybór należy do Ciebie.


Zostawiam Cię z tym.

Artur Legeziński

Twój Partner w budowaniu kultury, która działa naprawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu